sobota, 13 maja 2017

2 w 1

Dzisiaj na moment wracam myślami do gimnazjum. Pod koniec szkoły lekcje były luźniejsze, często w klasie było tylko kilka osób. Zazwyczaj mieliśmy wtedy czas wolny, więc chętnie brałam do szkoły rzeczy wymagające ręcznego szycia. Tak było z tymi szortami. Moja wychowawczyni często podpatrywała jak przyszywam zatrzaski. I choć spodenki miałam na sobie tylko kilka razy, w tym tylko raz jako ogrodniczki, to samo szycie było bardzo przyjemne.


Wykrój na ogrodniczki wzięłam z Burdy Szycie Krok Po Kroku 1/2012. Jest to model 5e. Postanowiłam lekko go zmodyfikować - zamiast wszywać bawet dodałam na nim, na szelkach i na pasku zatrzaski. Dzięki temu w wybranym momencie mogę nosić je także jako szorty. Do uszycia spodenek użyłam bawełny znalezionej w babcinych zbiorach. Sam proces szycia był przyjemny. Po raz pierwszy szyłam kieszenie. Było to jeszcze przed technikum, opis w Burdzie nie był dla mnie zbyt przejrzysty, więc robiłam je na czuja. Jak się okazało zrobiłam je dokładnie tak, jak później uczono mnie w szkole. Szyjąc ogrodniczki po raz pierwszy miałam też styczność z szyciem szelek. Choć wydawać by się mogło, że to jedna z prostszych czynności, którą trzeba było zrobić przy tworzeniu ogrodniczek, to miałam do nich kilka podejść. Problemem okazała się ich długość. Raz były za długie, innym razem za krótkie. Nadal uważam, że trzecie podejście było najlepsze, choć od momentu szycia trochę urosłam, przez co znowu są za krótkie. Ogrodniczki należą do ubrań, które bardzo lubię i jestem zadowolona ze sposobu uszycia, ale niechętnie je noszę.










Myślę, że warto spróbować popracować nad ogrodniczkami. W planach mam uszycie kolejnych szelek, tym razem regulowanych. Może dzięki temu chętniej będę je nosiła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj, zmotywuj, zainspiruj.