piątek, 21 kwietnia 2017

Wszystko zostaje w rodzinie

Dobrze jest mieć szyjące rodzeństwo. Przekonała się o tym moja siostra. Odkąd zaczęłam szyć, moim małym krawieckim marzeniem była maxi sukienka. Znalazłam ładną tkaninę, wykrój pasujący do mojej wizji. Przystąpiłam do pracy i z niecierpliwością zszywałam kolejne fragmenty sukienki. Popełniłam jednak jeden poważny błąd. Sukienka powstała przed technikum, w czasach, gdy nie zawracałam sobie głowy przymiarkami oraz regularnym i dokładnym zdejmowaniu miary.


Sukienka była moim pierwszym po-gimnazjalnym projektem. Jeszcze przed zakończeniem roku wybrałam się do warszawskiego Outletu Tkanin w poszukiwaniu odpowiedniego materiału. Znalazłam tam piękną, niezbyt grubą tkaninę z dużym, kwiatowym wzorem. Jej jedynym minusem jest bardzo duża gniotliwość. Na zdjęciach sukienka jest po prasowaniu, nałożeniu na manekina i małej wycieczce z pokoju do pracowni i już jest wygnieciona. Przeglądając Burdy trafiłam na model 121 z wydania 4/2014. Po kilku modyfikacjach idealnie wpasował się w moją wizję. Nie wykroiłam tyłu, a w miejscu wstawki wszyłam wiązania. Dół również wykroiłam inaczej - zamiast używać gotowych form zmarszczyłam dwa prostokąty. Aby spódnica przylegała ładnie do ciała wszyłam gumkę. Przymierzyłam ją dopiero po podwinięciu spódnicy i okazało się, że góra sukienki całkowicie nie pasuje. Poprawki wymagałyby szycia całości od początku. Postanowiłam więc uszczęśliwić moją siostrę. Po lekkich poprawkach wyglądała świetnie.







Nadal myślę o maxi sukience dla mnie. Kupienie gotowej wiąże się z poprawkami, więc czemu nie uszyć jej od początku? Trzeba tylko znaleźć na to odpowiedni materiały. Planuję też użycie własnego wykroju.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Skomentuj, zmotywuj, zainspiruj.