sobota, 15 marca 2014

Nigdy więcej miniaturek

Wreszcie mogę Wam pokazać nad czym pracowałam przez ostatnie 4 miesiące i czego nie mam zamiaru się nigdy więcej dotykać.

Aby ukończyć szkołę musiałam zrobić jakiś projekt edukacyjny. Początkowo planowałam zrobić go ze sztuki, z czego musiałam zrezygnować ze względu na likwidację przedmiotu. Ale na szczęście pojawiła się technika. Razem z innymi czterema koleżankami postanowiłyśmy popełnić ten projekt właśnie z tego przedmiotu.
Początkowo nie wiedziałyśmy co zrobić - na pewno chciałyśmy, żeby było to coś trwałego, związanego ze szkołą i żeby została po nas jakaś pamiątka. Po wielu przemyśleniach uznałyśmy, że zrobimy lalki. Ale nie byle jakie.
Panie i panowie, przedstawiam lalkowe wersję moich nauczycieli!


Jako jedyna posiadaczka maszyny większość rzeczy robiłam ja. A proces tworzenia był długi i kręty, między innymi dlatego trwało to tak długo.
Najpierw musiałyśmy zdecydować kogo przedstawimy w tej małej wersji. Potem przygotowałyśmy wszystkie formy, wykroiłyśmy, namalowałyśmy buźki, potem rozdzieliłyśmy się pracą biorąc pod uwagę możliwości: dziewczyny zajęły się włosami, ja zrobiłam ubranka.. Potem już tylko wypychanie, trochę zabawy w fryzjera. I tyle.
Czas na pojedynczą prezentację.


Zacznijmy od nauczycielki techniki (która uczy również informatyki i komputerowej obróbki fotografii, ale ja widuję się z nią tylko na technice). Ta lalka powstała tak trochę dziękczynnie (?) - w końcu gdyby pani nie przyjęła naszego projektu miałybyśmy spory problem. Na zdjęciu grupowym niestety włosy jej troszkę opadły na twarz, powinny wyglądać tak jak u góry.


Ta pani, której włosy w rzeczywistości nie wyglądają tak mopowato, to moje wychowawczyni i jednocześnie nauczycielka języka polskiego.Ta lalka chyba najbardziej odzwierciedla pierwowzór, razem z panem od matematyki...


...czyli najgroźniejszym i najbardziej charakterystycznym nauczycielem naszej szkoły. Osobiście uważam go za najfajniejszego nauczyciela, choć wiele osób by się ze mną nie zgodziło.


Kolejną przedstawicielką naszej kadry pedagogicznej jest nauczycielka wiedzy o społeczeństwie. Pierwotnie miały jeszcze pojawić się okulary, ale pani ostatnio ich nie nosi, więc z nich zrezygnowałyśmy.


I ostatni, choć nie najgorszy - nauczyciel historii. Osoba, dzięki której polubiłam ten przedmiot, dzielnie dzierżąca w prawej ręce swój atrybut - niebieski wskaźnik. Wspominam o tym elemencie głównie po to, by podzielić się stresem jakiego doświadczyłam. Po prostu w szkole pewna osoba go urwała. Chyba nigdy nie zapomnę jak drżącym rękami przyszywałam go ponownie.

Po tych 4 miesiącach mam wrażenie, że przydałaby mi się terapia antylalkowa.

Teraz jeszcze tylko wtorek ( moja grupa będzie prowadziła lekcję matematyki - co to będzie?!) i mam mnóstwo czasu na szycie, czego mi ostatnio strasznie brakuje.
Życzcie mi powodzenia, może nie zemdleję przed całą klasą :)


piątek, 7 marca 2014

Black, white & blue

Ferie spożytkowałam przy maszynie. Pracowała całymi dniami, głównie po to by wyrobić się z projektem edukacyjnym (o nim w najbliższym czasie). Ale udało mi się też uszyć coś dla siebie.
Do wyżej wymienionego projektu potrzebowałam jeansu. Użyłam starej spódnicy, został mi kawałek, więc uznałam, że uszyję sobie coś "patchworkowo" - jeansowego inspirując się świetną sukienką Long Red Thread. Wykorzystałam jeszcze jedną spódnicę, spodnie i wykrój 123/124 z Burdy 1/2012. Jedna spódnica to środki tyłu i przodu oraz ramiączka, druga to boki, spodnie to falbana. Ramiączka to tak właściwie pasek spódnicy. Była na gumce, materiał fajnie się odbarwił. W miejscu dziurek na sznurek naszyłam warkoczyk z tasiemki. Do falbany doszyłam podszewkę, dzięki czemu nie jest płaska, tylko na dole lekko zwija się do środka. Z jednej strony falbana wyprostowała się po wszyciu suwaka, przez co wydaje się asymetryczna (choć taka nie jest).. Aby nadać ciekawego efektu wykorzystałam lewą stronę jeansu.
Takie ładne czarno-białe zdjęcia wyszły pani fotograf :)





Dla zobrazowania koloru bluzki


I zbliżenie na detal:


Na zrelaksowanie, uspokojenie, dobry nastrój - zawsze Skylar.


Co sądzicie? Było warto pociachać tyle ubrań?