środa, 21 listopada 2012

Zimnawo....

Ostatnio nie mam czasu. Na nic. Na blogogowanie, na szycie. Jak go znajdę, to albo się uczę, albo organizuję kącik krawiecki (pokażę go jak skończę).
Spódnicę, którą Wam dzisiaj pokażę uszyłam prawie miesiąc temu. Projekt własny. Jeżeli chodzi o materiał to nie pamiętam jak się nazywa, ale taki podszewkowy. Pierwotnie miała być spódnicą próbną, ale wyszła za fajna. Ogółem jest bardzo łatwa do uszycia.
Miałam ją pokazać już wcześniej, ale jak się już przygotowałam psychicznie na zdjęcia, to ktoś NIE CHCIAŁ ICH ZROBIĆ! (i tak Jagienko, mówię o Tobie). Ale powiedziałam sobie ,,Dość! Musisz ją pokazać!'' i pełna determinacji poleciałam w niej do szkoły mając nadzieję, że mini sesja zdjęciowa się odbędzie po lekcjach. No i się odbyła. Ale były trudne warunki. Zimnawo, ciemnawo (O 16! No jak tak może być!), zimnawo, samochodów chmara i zimnawo. Plus okazało się, że mój aparat uznał, że poćwiczy używanie flesza, co mu za dobrze nie wyszło, i każde zdjęcie było do obróbki. Bo prześwietlone. Tak troszeczkę... Coś się dało uratować, efekty niżej.
Na zdjęciach chyba widać tylko jedną hm... falbanę? po boku. Tak na prawdę są po obu stronach.




A jutro jadę do teatru z klasą :D (Nie będę musiała tańczyć walca na sztuce).